Cześć misie ♥
Przepraszam, że tak rzadko się do was odzywam i nie jestem za bardzo aktywna na waszych blogach. Czytam je, ale czasami dopada mnie taka dziwna pustka w głowie i nie wiem jak komentować, więc za to Was przepraszam. To nie tak, że mam Was w dupie! Po prostu czasami wolę nie pisać nic, jeśli nie mam nic wartościowego do napisania. Wróciłam tutaj, ale mimo wszystko przez ostatnie kilka dni zepchnęłam jedzenie na drugi plan. Nawet nie jestem w stanie Wam powiedzieć ile dokładnie kcal jadłam. Wczoraj o 13:30 zaczęłam głodówkę. Mam zamiar pociągnąć ją do niedzieli, tak żeby były 72h. Mam się wtedy spotkać z koleżanką, więc pewnie i tak coś zjem albo wypiję owocowy sok. W poniedziałek mam zamiar jeść, ale tylko warzywa. We wtorek wyjeżdżam na dwunastodniowy obóz i chcę się tam dobrze bawić, ale także nie mogę sobie pozwolić na jedzenie w nadmiarze. Poza tym obóz to idealny czas na schudnięcie, ponieważ jestem zmuszona do jedzenia tylko trzech posiłków dziennie ( z czego już w głowie mam kilka wymówek jak się z nich wykręcić kilka razy ), a w pokoju to już jest tylko moja decyzja czy coś jem. No i będę miałam pełno zajęć, więc będę starać się nie myśleć o jedzeniu. Dodatkowo napad jest możliwy tylko jeśli sama kupię jakiś syf, a tego nie mam zamiaru zrobić. Mam już w głowie ułożony plan jedzeniowy do końca wakacji, ale na razie zatrzymajmy się na tym 12 sierpnia. Najpierw muszę dać radę zrealizować pierwszą część planu, a potem mogę obmyślać dokładnie resztę. Planowanie zawsze przychodzi mi łatwo. Gorzej jest z realizacją. Tym razem będzie lepiej.
Tak w ogóle okazało się, że jestem z mojej rodziny najcięższa (nie wliczając taty).
moja waga z rana: 64,0 kg.
moja siostra (starsza o 3 lata): 57,6 kg.
brat bliźniak: 63,6 kg
mama: 59/60 kg
Jestem najgrubsza.
Nigdy nie myślałam, że do tego dojdzie.
Cholera. Jestem cięższa od mojego brata, który dodatkowo jest wyższy jakieś 5 cm.
Ja, mama i siostra jesteśmy podobnego wzrostu, a mimo to do mojej siostry brakuje mi 6,4 kg.
W przeszłości zawsze to JA byłam tą najmłodszą, najlżejszą i najmniejszą. Teraz pozostało mi tylko miano "najmłodszej".
Jak to wszystko teraz podsumowałam to aż dostałam kopa motywacji, żeby wytrwać w moich postanowieniach. Tak być nie może. Muszę szybko schudnąć i zrobię to dla siebie. Nie chcę zostać uwięziona w tym ohydnym, grubym ciele.
Ps. Jeśli ktoś z Was nie czytał poprzedniej notki, to podzieliłam się z Wami historią tego chłopaka, o którym Wam wspominałam w pierwszym poście.
A u Was co słychać?
Trzymajcie się x


Każdy rodzaj motywacji jest dobry :)) Trzymam kciuki, żeby Twój plan wypalił ^^ Buziaki !
OdpowiedzUsuńdziękuję! <3
UsuńTeż mam tak z tymi komentarzami i aż mi nieraz głupio, że nie umiem jakoś skomentować waszych blogów i dodać wam wsparcia, dlatego cieszę się, że nie jestem jedyna :)
OdpowiedzUsuńPowodzenia w planie :*
dziękuję! :*
UsuńRównież czasem zdarza mi się taka pustka. Powodzenia na obozie, pewnie po powrocie będziesz lżejsza od brata i mamy. :)
OdpowiedzUsuńTrzymaj się!
mam taką nadzieję, dziękuję! xx
Usuń